9 lat temu powstał pomysł, 5 lat temu nas wybrali, dziś odliczamy godziny. Mam nadzieję, że gdy za kolejne parę lat będę czytał ten wpis pomyślę sobie "Kurde, to były czasy..."

Szczerze? Sądze, że za mojego życia takiego wydarzenia sportowego już nie zobaczę. No dobra, Zakopane ma jakieś szanse, żeby dostać Zimowe Igrzyska Olipmijskie... Mniejsza z tym. Pomysł jest prosty, każdego dnia EURO zbierać tu wszystko co z tego turnieju najlepsze, najfajniejsze, najbardziej zapadające w pamięć. Nie spodziewajcie się formy newsowej, bo wszelkie portale informacyjne storpedują nas informacjami na temat najmniejszego detala tego, co dzieje się na boiskach, czy w obozach reprezentacji. Postaram się pokazać Mistrzostwa z trochę innej strony, jakiej? To się pewnie będzie kształtować i zmieniać w trakcie aktualizowania wpisu - zobaczymy co z tego wyjdzie.

 

Mamy kolosalne szczęście, że możemy być świadkami tak fajnej imprezy dosłownie tuż obok, sam nie muszę nawet przekraczać rzeki, by dotrzeć na stadion, wystarczy parę przystanków tramwajem. Cieszę się na tę imprezę niebywale, zwłaszcza, ze patrzy na nas cała Europa. Zobaczymy, może kiedyś przeczyta to mój syn i oprócz przekopywania archiwów Youtube'owych będzie mógł zobaczeć EURO oczami człowieka, który widział to wszystko na własne oczy - i strasznie się ekscytował.

 

Dniówka: 3 days to go...

No dobra, straczy tego emocjonalnego podejścia. Tworząc ten krótki wstępniak oglądam jak Francja właśnie spuszcza straszne lanie Estonii i urasta (w końcu) do roli faworyta EURO - w moich oczach głównego obok Niemiec i Hiszpanii. Osobiście podziwiam formę Karima Benzemy, na którego skuteczność postawiłem trochę sztuk złota, ale o tym może innym razem. Na dzień dobry rozpisywać się nie chce, dopiero co uwinąłem się z najcięższym egzaminem w sesji, więc mogę rozpocząć całą tę zabawę z EUROblogowaniem, którą planowałem już od jakiegoś czasu. 3 dni przed turniejem przedstawie jednak z grubsza swoje typy na ten turniej. Zweryfikujemy dnia ostatniego ;)

No to tak:
-Polska nie wyjdzie z grupy przez gorszy bilans bramkowy od Grecji/Czech

-Mistrzem Europy będą Niemcy

-Królem strzelców będzie Torres

-Półfinalistami będą: Francja, Hiszpania, Niemcy, Holandia

-W ćwierćfinałach polecą: Grecja, Anglia, Rosja, Chorwacja

-Objawieniami turnieju będą Debuchy, Welbeck, Rybus i Kjaer

-Najbrdziej zawiodą Włosi

EURO ma też tę zaletę, że znakomicie zabija czas, który dzieli nas od nowego sezonu na boiskach klubowych. Żeby nie było, że kibice, którzy na codzień skupiają się na rozgrywkach ligowych nienawidzą reprezentacji (No dobra, nienawidzą, ale tylko meczów towarzyskich i eliminacji).

Swoją drogą, mamy cztery dni do inauguracji, a my dalej nie wiemy kto zaśpiewa hymn. Tajemnica strzeżona pilniej niż to, kto zapali znicz w Londynie. A może boją się protestów? ;)

DniówkaWspółczesna Husaria

Wow, Warszawa się wkręciła w ten turniej pełną gębą. Idąc  rano do redakcji mijałem korek, w którym na co trzecim/czwartym samochodzie była polska chorągiewka. Taka współczesna husaria, nisamowicie to wygląda. Strach pomyśleć co będzie, jeśli wygramy z Grecją - na Rosję mobilizacja może być jeszcze większa, bo ewentualne zwycięstwo najpewniej da nam awans. Do tego jednak trzeba sforsować grecki mur, który będzie jednym z solidniejszych na EURO.

 

Swoją drogą Robert Błoński zrobił diabelnie ciekawy wywiad z Hubertem Małowiejskim, który dla naszego zespołu analizował to co dzieje się w kadrze Grecji. Obraz zwycięzców EURO 2004 stworzony przez Małowiejskiego przyprawia nieco o miękkie nogi, to wciąż diabelnie poukładana ekipa, która broni się jak mało kto na świecie. Zresztą, polecam wywiad. Pewnie z perspektywy czasu będzie fajną lekturą.

 

Nabieram nieco optymizmu przed meczem inauguracyjnym, ale gdzieś w głowie ciągle siedzi mi  wynik 0-0, który typuje niemal od dnia losowania. Przyzwoite występy zawodników pierwszego składu w sparingach poprzedzających turniej pokazały, że panowie faktycznie są gotowi na EURO. Ciężko jednak nie mieć optymizmu w sercu po meczach z Andorą czy Słowacją. Podstawowe pytanie brzmi czy jeśli Rosja wygrywa z Włochami 3-0, a my z Andorą, jedną ze słabszych na świecie zaledwie bramkę wyżej, to czy 8 czerwca nie czeka nas brutalne zderzenie z rzeczywistością.


Ah, przystanki też są już gotowe na turniej ;)
 

-----------------------------------------------

Godzina za godziną trwa torpedowanie nas wszystkim co związane z EURO 2012, a mi przypomniała się pewna historia z przed 4 lat. Śmiem twierdzić, że gdybyśmy w piątek byli świadkami powtórki, w kraju mielibyśmy atmosferę ocierającą się o żałobę narodową:

Szwajcarzy czekali tak jak my - wspólnie ze swoim sąsiadem, Austrią. Podobnie jak my największe nadzieje pokładali w najlepszym w kraju napastniku, Alexandrze Freiu. Był chyba jedynym piłkarzem w reprezentacji Szwajcarów, którego znał przeciętny fan piłki nożnej w każdym zakątku Europy i tak samo jak dziś Lewandowski miał zostać gwiazdą turnieju.

No ale nie wyszło, Frei złapał kontuzje i nie dokończył nawet meczu otwarcia. W efekcie Szwajcaria zajęła ostatnie miejsce w grupie z Czechami, Turcją i Portugalią.

Nie potrafię sobie wyobrazić podobnej sytuacji w nadchodzący piątek. Potencjalna katastrofa.

------------------------------------------------------

Przez ostatnie dwa tygodnie może nie tyle unikałem, co niespecjalnie pchałem się do centrum stolicy. Trwająca sesja i gorączkowe przygotowania do EURO w redakcji znacząco mi to zresztą ułatwiły. Dzięki temu mogłem jednak przeżyć szok, to właśnie w samym centrum jednej z głównych metropolii nadchodzącego turnieju czuć najbardziej, że to już za chwileczkę, już za momencik. Strefa kibica jest kolosalna. Kiedy pierwszy raz usłyszałem, że ma ona pomieścić 100 tysięcy ludzi nieźle sie uśmiałem, jednak widząc ją na własne oczy musiałem przyznać, że nie zdziwie się, jeśli na upartego wejdzie tam więcej sympatyków piłki nożnej. Scena i telebim są na tyle gigantyczne, że gdyby nie budynki i wytwory natury pewnie możnaby je zobaczyć z drugiego końca stolicy. Artyści już dziś gorączkowo przeprowadzali ostatnie próby przed jutrzejszym otwarcie Fanzone'u, które odbędzie się od 18:00. Mimo, że w teorii nic jeszcze się nie dzieje pod wejściem do strefy aż roi się od fanów czy to z polski, czy z krajów naszych grupowych rywali - Rosji i Grecji - Czecha jeszcze nie dane mi było wychwycić. EURO da się jednak wyczuć na absolutnie każdym rogu ulicy, jest wszędzie. Ludzie nie mogą się doczekać. Tak po prostu.

 

Aż boje się pomyśleć co będzie, jeżeli nam się kurcze z tą Grecją uda. Teoretycznie jesteśmy faworytem, ale chyba nikomu nie trzeba mówić jak diabelnie cięzkie będzie to spotkanie. Jednak w razie zgarnięcia trzech punktów ten cały hypebędzie jeszcze większy, a wtedy w oczekiwaniu na meczu z Rosją bojowy nastrój będzie unosił się w powietrzu do tego stopnia, że udzieli się pewnie nawet dziennikarzom w studiu arabskiej Al Jazeery, która nadaje z tarasu hotelu Mariott. Z boku wygląda to przezabawnie, no ale nie da się ukryć, robi wrażenie.


Swoją drogą w Krakowie wylądowali dziś moi ulubieńcy, Anglicy. Zdziesiątkowani kontuzjami, ale bojowego nastroju im chyba nie brakuje. Oni pierwsze starcie przeciwko Francji zaliczą dopiero w poniedziałek.

-----------------------------------------

Dniówka: Witamy świat

Dziś praktycznie cały dzień w terenie więc meldunki będą rzadsze, ale ktoś musi przywitać fanów z całej Europy, prawda? O 18:00 otwieramy największą strefę kibica w Polsce, ludzi z zagranicy już wczoraj było u nas od groma, więc dziś pewnie atmosfera będzie pierwszorzędna. Pamiętam jak dwa lata temu oglądałem otwarcie Mundialu w RPA - okrutnie im wtedy zazdrościłem. Fajnie, że dzisiaj przynajmniej namiastkę (bo bez Shakiry :) ) tego będziemy mieli u nas.

Najbliższy miesiąc jesteśmy realnie jednym z najważniejszych krajów na świecie, na który będzie patrzyła lwia część piłkarskiej rodziny. Zmarnować tego nie wypada, Polska musi w nadchodzących ponad trzech tygodniach pokazać się jako kraj, który najzwyczajniej na świecie, nie bez problemów, ale podołał.

 

Jutro rano dam znać, czy w strefie kibica w ogóle dało się oddychać ;)
 

-----------------------------------------------------------------

Jako że warunków do spisania wrażeń z pierwszej wizyty w strefie kibica nie mam (nadrobię, obiecuję!) to wrzucam parę najciekawszych zdjęć z ostatniego dnia przygotowań. Została już tylko kosmetyka - momentami dosłownie :)

-------------------------------------------------------------

DZIEŃ 1 - Zaczynamy pisanie historii

GRUPA A

1-1  

1-4

Już o tym pisałem, to jest to za co kocham sport, dziś piszemy historię, to czego jesteśmy właśnie świadkami będziemy wspominać przez lata, tak jak 74', tak jak 82', bez względu na wynik. Jestem zarąbiście dumny, patrzy na nas cały świat, organizacyjnie jakoś to poszło, teraz trzeba pokazać się piłkarsko. EURO 2008 było turniejem, na którym poziom futbolu był kosmiczny, może poza finałem, który nie zachwycił. Daj Boże, żeby u nas było przynajmniej tak samo dobrze.

Zaraz szybkie śniadanie (Wiem, późno, ale w nocy LeBron James w pojedynkę masakrował Boston Celtics i spać poszedłem o 6) i trzeba się ewakuować do redakcji meldować o wszystkim co dzieje się wokół EURO.

Następny meldunek już ze Służewca.

----------------------------------

A jednak, melduję z domu. W redakcji nie było czasu nawet wyjść do łazienki.

Znacie to uczucie, gdy we śnie spadacie w, dajmy na to, przepaść i nagle budzicie się nie wiedząc co się dzieje? To samo miałem po bramce Greków. Nad Axlem Springerem lunęło, sygnał TVP zniknął - gdy wrócił, Grecy mieli już remis, którego nie oddali do końca. Choć kto tego remisu nie oddał to akurat kwestia dyskusyjna.

Tak czy siak, wrażeń było co nie miara:

Wszystko, co działo się w ostatnich 20 minutach przed meczem było niesamowite, bez żadnej przesady trzeba powiedzieć - jeśli dla kogoś piłka od dzieciaka to coś więcej niż gra, to chciało się płakać ze szczęścia.

Potem bramka Lewego. Narodowy oderwał się od ziemi na parę dobrych centymetrów.

Chwilę później ktoś wysłał mi na Facebooku zaproszenie do gry w Farmville. Nagroda "Wyczucia czasu 2012" jest już zarezerwowana.

Nie minęło 20 minut a przebiliśmy się przez jeden z najsolidniejszych murów na świecie, co mogło nas zatrzymać?

Psychika, głupota, pweność siebie, presja, przekonanie o tym, żeśmy to wygrali.

Po golu sekunda po sekundzie zaczęliśmy grać gorzej, nawet mimo czerwonej kartki dla Greków. Do diabła, dlaczego?

Poszli do szatni, nie wiem ile piątek sobie przybili i jak bardzo w ich głowach były już te trzy punkty, ale po przerwie z tunelu wyszła inna drużyna. Drużyna bez instynktu zabójcy, która zamiast dobić Grecję i "Zabić mecz". Dali sobie strzelić gola, a potem poczekali aż najsłabszy psychicznie członek tej kadry nie wytrzyma i zrobi coś potwornie, potwornie głupiego. Potem walki już nie było, obie ekipy ten wynik zadowalał.

Retorycznie zapytam dlaczego nie przeprowadzono żadnej zmiany, poza tą wymuszoną i na tym skończe swoje znęcanie się nad Smudą. Może w drugim meczu odkryje ten cudowny bonus w postaci ławki rezerwowych, która w czasie EURO jest znacznie większa niż na normalnych meczach klubowych.

Mamy jeden punkt po meczu z najsłaszbszą, obok Polski, drużyną w tej grupie, jest słabo. A może być jeszcze słabiej. Rosja jest mocarna, niebywała, z Niemcami lub Holandią stoczy w ćwierćfinale bój nie z tej ziemi.

Nie straciłem wiary, Lewy udowodnił, że jest wielkim piłkarzem i potrafi jednym błyskiem doprowadzić naród do ekscytacji, do której w ostatnich latach doprowadzał chyba tylko Małysz.

Wielkie ekipy charakteryzuje to, że gdy rywal jest na talerzu, to nie ma czekania, nie ma kopania w środku boiska, jest dobicie rywala - i spokój. Nam do miana wielkich jeszcze daleko. Z Rosją trzeba przez całe spotkanie zagrać jak przez pierwszy kwadrans dzisiaj, a urwanie punktów jest absolutnie możliwe. 

Pierwsze wypowiedzi Smudy po meczu mają wydźwięk w stylu "Remis lepszy niż porażka, pamiętajmy, że mogło być gorzej". Gwarantuje panie Franciszku, że będzie, we wtorek o 20:45 ta reprezentacja wpadnie na rywala, którego jeszcze na swojej drodze nie spotkała. Ani Włosi, ani Niemcy, ani Portugalczycy w meczu towarzyskim nie są przeciwnikami groźniejszymi od stuprocentowo przygotowanej Rosji, która wygląda na kolosa, który na ten turniej nie przyjechał tylko po to, żeby wyjść z grupy.

Będzie bardzo, bardzo ciężko.

------------------------------------------------------

DZIEŃ 2 - Holendrzy sprowadzeni na ziemię

Denmark1-0Netherlands

Portugal0-1Germany

Na świeżo po pierwszym meczu: Ależ ta Dania piękna. Trzymali Holendrów za nogi i dokładnie dyktowali im, jak Ci mają się poruszać. Jeśli podopieczni Olsena potrafili w ten sposób załatwić pomarańczowych, to raczej nie widzę dla nich większych szans w starciu z Niemcami, a co za tym idzie: Holandia z grupy już raczej nie wyjdzie. 

Chyba, że Niemcy zmasakrują za chwilę Portugalię... choć to będzie znaczyło, że w najbliższą środę możemy mieć kolejną egzekucję.

Wróżenie z fusów, czekamy na drugi mecz.

---------------

Grupa śmierci... No chyba z nudów. Po drugim dniu wiemy tylko, że nic nie wiemy.  Dania sprawiła fajną niespodziankę i jeśli Holandia chce się liczyć, to musi w srodę pokonać Niemców. Ci z kolei niczego niesamowitego z Portugalią nie zagrali. Dwójka, z trzech głównych faworytów do mistrzostwa nikogo w pierwszym spotkaniu nie zachwyciła. Ciekawe, czy jutro przynajmniej Hiszpania stanie na wysokości zadania.

Nasi zachodni sąsiedzi to drużyna turniejowa, więc powolene wpadanie w rytm mogę im wybaczyć, ale Holendrzy wpakowali się po uszy. Muszą odmówić kilkanaście zdrowasiek za Portugalie i liczyć, że jakimś cudem urwą punkty podopiecznym Joachima Loewa. "Oranje" grali dobrze, ale zabrakło wykończenia, postawienia kropki nad i, a przede wszystkim chyba skutecznego van Persiego.

Nad Portugalia nie ma co się rozwodzić, bo zagrali na swoim poziomie, a Niemcy byli zwyczajnie skuteczniejsi, konsekwentnie trzymali się swojego planu i... "Na końcu zawsze.." blablabla. Dla nich najbliższe spotkanie również będzie "o wszystko".

Przewidywanie środowych wyników to jak dla mnie wróżenie z fusów, więc się wstrzymam. Wiem jedno, emocji będzie co nie miara.

 ------------------------------------------------------

Spanish forward Fernando Torres is pictured during the Euro 2012 championships football match Spain vs Italy on June 10, 2012 at the Gdansk Arena.

 Spain1-1Italy

Croatia3-1Republic of Ireland

Cudak z tego Torresa, nie znam drugiego napastnika, który potrafiłby wszystko teoretycznie robiąc dobrze - spartolić po całości.

Torres wszedł w 75 minucie i w pojedynkę zrobił więcej niż Fabregas przez cały mecz. Różnica polegała na tym, że ten drugi wykorzystał kapitalne podanie Silvy, a ten pierwszy kombinował ile się dało.

Wbrew wszelkiej logice Fernando uwielbiam. Jest napastnikiem CFC, częścią historii LFC, ale jak widzę jego przyjęcie piłki, czy umiejętność strzału z dowolnej pozycji, to nie mogę wyjść z podziwu. Dziś już parę sekund po wejściu na boisku miał sytuacje sam na sam z Buffonem. Nando przeliczył się jednak myśląc, że włoski bramkarz w trakcie drugiego półfinału Chelsea z Barcą popijał sobie drinki świętując świetny sezon Juventusu. Chciał zrobić dokładnie to, co podziałało na Valdesa. No i klops.

Torres pracował, biegał, a potem psuł. Jestem jednak pewien, że gdyby grał od pierwszej minuty, zrobiłby nieporównywalnie więcej od Fabregasa. Teraz powstaje pytanie jak widzi to Vicente Del Bosque: Bardziej doceni to, że Torres upiekł ciastko, czy to, że nawet go nie zjadł, bo w pewnym momencie wpadł na genialny pomysł wyrzucenia swego tworu przez okno.

Sprawę komplikuje to, że za snajperem Chelsea stoi niemała kolejka - Llorente pewnie już zaciera ręcę na myśl o laniu, jakie może sprawić o wiele przecież mniej szczelnym defensywom Chorwacji czy Irlandii.

O Chorwatach z kolei chyba nie ma co się rozpisywać. Irlandia nie zaskoczyła i nie wydaje się być wiarygodnym miernikiem siły którejkolwiek reprezentacji. Pasjonująca druga kolejka nam się szykuje. Swoją drogą EURO mamy póki co kapitalne. Goli, których nieco brakowało na ostatnim mundialu w RPA, mamy pod dostatkiem. Emocje są, niespodzianki są, organizacyjnie póki co wygląda to całkiem sprawnie. Wygląda na to, że zarówno my jako gospodarze, jak i piłkarze jako współcześni gladiatorzy zdają egzamin absolutnie na piątkę.

Rewelacyjny turniej nam się szykuje, zwłaszcza, że nikt nie pcha się specjalnie do roli faworyta.

-

Prywatnie muszę się przyznać, że tempo turnieju mnie rozbraja. Przeżyłem kampanie wyborczą w dziale politycznym "Faktu", jednak to nic przy tym, co dzieje się teraz. Na szczęście przede mną dwa dni "wolnego", które zdominują egzaminy na studiach, a potem byle do piątku. Wtedy też ostatni egzamin i można w stu procentach skupić się na turnieju. Póki co ledwo dycham.

----------------------------------------------------------------------

Dzień 4 - Jest drużyna, jest dobrze.

DONETSK, UKRAINE - JUNE 11: Joleon Lescott of England celebrates scoring with Glen Johnson and Steven Gerrard of England during the UEFA EURO 2012 group D match between France and England at Donbass Arena on June 11, 2012 in Donetsk, Ukraine.

England1-1France

Ukraine2-1Sweden

Fajna ta Anglia, wreszcie.

Oglądając sparingi Francuzów na myśl o ich meczu inaugurującym grupę D przeciwko Anglii miałem czysto apokaliptyczne wizje. Wyspiarze rozbici, wytrzewieni kontuzjami, z nowym trenerem, bez większych nadziei na sukces. Nie mogło zagrać, a póki co zapowiada się całkiem nieźle.

Hodgson wyjściowym składem zaskoczył pozytywnie. Zrezygnował z Downinga i Carrola, wprowadzając Chamberlaina i Welbecka, no i zadziało. Zacznijmy od początku - Hart był chyba najmniej pewny z całego zespołu. Sporo niepewnych interwencji czy wyjść do piłek. Nie ważne jak jest dobry, jest bramkarzem Synów Albionu na dużej piłkarskiej imprezie, więc z automatu traci 50% "skilla". W obronie już było przyzwoicie, bałem się, że Ribery wkręci Johnsona w ziemie i zostawi go tam na wieczne czasy, jednak Glen pokazał, że dalej może grać na najwyższym poziomie. W środku Lescott miewał problemy, ale nie wypominajmy mu, strzelił bramkę. No i co najważniejsze stojący obok na straży Terry wszelkie błędy tuszował, jednocześnie nie rzucając się w oczy - był bardzo, bardzo dobry.

W pomocy Parker po prostu wykonywał swoją robotę, robił to nieźle, choć zabrakło mi go nieco z przodu. Gerrard był. Był kapitanem, wodzem, rozgrywającym, odgrywającym, wszystkim naraz. Był środkowym pomocnikiem. Dobrą psotawą przyćmił Franka LampardaJamesa Milnera, któremu zdarzały się wpadki pod jedną czy też drugą bramką, lecz to, co do niego należało, robił z należytą precyzją. Chamberlain był wybitny. Pierwszy raz, pierwszy z wielu. Downing może jechać do domu, młodzik robi wszystko co mu trener nakaże kapitalnie. Gdy wróci Rooney, to Alex powinien czuć się jeszcze lepiej.

Wszystko dlatego, że para Young Welbeck, która miała odpowiadać za strzelanie grała nieco dziwnie. O ile Hodgson z pierwszym składem zaskoczył mnie pozytywnie, to potem z każdą kolejną minutą przekonywał mnie, że nie powinienem jeszcze wznosić rąk w geście tryumfu. W końcu nikt przy zdrowych zmysłach Younga na szpice nie wysyła, jednocześnie zostawiając Welbecka w roli... Nie wiem co to było, ofensywny pomocnik, fałszywa dziewiątka? Welbeck nadrabiał walecznością i w gruncie rzeczy zagrał solidne spotkanie, ale widać było, że to nie jego pozycja. Young nastukał ostatnio nieco bramek na kadry, ale czy idąc tym tokiem myślenia z Ukrainą i Szwecją winniśmy zobaczyć w ataku Lescotta? Ashley, a raczej jego umiejętności, po prostu umieraly w skutek tego, że ten był ustawiony tak, a nie inaczej.

Tak czy siak, jest całkiem solidnie. Wygląda to jak drużyna, oni naprawdę wiedzą co mają robić, każdy jest odpowiedzialny za swoje, trójka środkowych pomocników radzi sobie dobrze. Oby w następnym meczu nie zaczęły się zabawy w jakieś Hendersony (czy ten koleś zrobił cokolwiek po wejściu na boisko?). Gerrard był mózgiem, Terry sercem, Chamberlain silnikiem o mocy miliona koni mechanicznych. Opinie są mieszane, ale mi zaimponowali. A nie możemy zapominać, że selekcjoner Anglików ma jeszcze asa w rękawie.

England's Wayne Rooney takes a look at the stadium during a training session at the Donbass Arena, at the Euro 2012 soccer championship, in Donetsk, Ukraine, Sunday, June 10, 2012.

 ----------------------------------------------------------

Dzień 5 - Rosja wyczłapała awans - my walczymy

WARSAW, POLAND - JUNE 12: Police in riot gear stand inisde the stadium during the UEFA EURO 2012 group A match between Poland and Russia at The National Stadium on June 12, 2012 in Warsaw, Poland.

 

 

 

Czech Republic2-1Greece

Russia1-1Poland

 

 Ledwo żyję, strefę kibica moje nogi zapamiętają na parę najblizszych dni.

Niektóre środowiska dwoiły się i troiły, żeby zrobić z tego meczu regularną polityczną wojnę, co po części niestety się udało. Zajmijmy się jednak tym, co działo się na murawie, resztę zostawmy sąsiadom z Salonu ;)

Ciężko mi znów rzucać jakąś wiązanką skrajnych myśli, więc trzy podsatwowe sprawy, które mnie zirytowały/zdziwiły/ucieszyły:
 

Diabelnie denerwuje mnie Błaszczykowski. Chwała mu za bramkę, podniósł naród na duchu, choć z Czechami i tak trzeba wygrać. No ale ja nie o tym - pytałem już o to na Twitterze - kapitan shanbił się już w tym turnieju podaniem do Obraniaka? Nie przypominam sobie. Nie ma gorzej traktowanego gościa w tej kadrze od Obraniaka, Kuba mu nie ufa, to widać, w absolutnie każdej sytuacji woli podać do Lewandowskiego, to denerwuje. Już co najmniej jedną bramkę przez to straciliśmy. Apogeum było zdjęcie go w 92 minucie, gdy już przymierzał się do wykonania rzutu wolnego... i to na monstrum gry głową, Pawła Brożka. Boli.

Zadziwiło mnie to, jak łatwym zadaniem było wyłączenie z gry Lewandowskiego. Bayern nie może pozbyć się problemu z nad Wisły od paru dobrych miesięcy, a podopieczni Advocaata tak naprawdę zmniejszyli zagrożenie ze strony Roberta praktycznie do zera. Powstaje pytanie, czy Czesi mają równie dobrych środkowych obronców co Rosja.

Cieszy mnie... cała otoczka, fanzony, kibice, atmosfera. Piłkarsko, wybaczcie, ulepiono mnie tak, że cieszą mnie wyłącznie zwycięstwa, trofe, półśrodki zostawmy Grekom, czy innym tego typu tworom. Nie ulega jednak watpliwości, ze na przestrzeni ostatnich 3 lat postęp aż bije w oczy. Skorża dostanie fajny produkt do obrobienia. Wprowadzić kilka detali, znaleźć lepszego Murawskiego, solidnego lewego obrońce i przy odrobinie szczęścia o Mundial w 2042 2014 powalczymy. Wybiegłem w przyszłość, co?

Inna sprawa, że Rosjanie ostatnei 20/30 minut dosłownie przeczłapali. Z Grecją 2-0 nie przegraja, mają awans w kieszni, szarpać nie musieli. Czesi będą, do kolosalnej presji dojdzie konieczność walki bez ani sekundy wytchnienia, okrągłe 90 minut grasowania po boisku jak szybko tylko się da. Mecz  z Czechami będzie kolejnym najtrudniejszym w karierze Smudy jako selekcjonera kadry. Jeśli udźwigną presję, to dalej samo pójdzie i dadzą radę. Jeśli nie... Oby chociaż połowa z tej atmosfery, która jest teraz się utrzymała

Dzień 6 - Grupa śmierci z nudów powraca

Portugal3-2Denmark

Germany2-1Netherlands

Obym dzisiaj wieczorem musiał odwołać ten tytuł.

Trzymam kciuki za Portugalię i Holandię, nie ukrywam, bukmachersko.

Póki co oddaje się oglądaniu spotkań, w końcu moje pierwsze mecze przed TV bez obowiązków zawodowych, więc zamierzam się delektować, zwłaszcza tym drugim, jak się tylko da. A póki co zarzucam grafią z krótkim podsumowaniem pierwszej kolejki fazy grupowej:

 

poland strong

No i musę odwołać tytuł, kapitalne mecze.

Mecz Portugalii z Danią zgodnie z oczekiwaniami, choć nie sądziłem, że Ronaldo i spółka tak szybko rozbiją defensywę skandynawów. Duńczycy jednak nie odpuścili, wyrównali, no i dostaliśmy jedyną rzecz, której i na tym EURO brakowało - decydujących bramek w końcówkach. Nie wierzyłem w to, że ten turniej może dorównać EURO 2008 piłkarsko, lecz póki co bije go na głowę (Tak, wiem, tam rzeczy epickie działy się dopiero później, Turcja itd. ale wierzę, że ten turniej też dostanie podobne historie.).

Portuguese forward Cristiano Ronaldo gets ready to shoot a free kick during the Euro 2012 championships football match Denmark vs Portugal on June 13, 2012 at the Arena Lviv. Portugal won 3 to 2.

Po sieci krąży nowe piłkarskie powiedzonko: Torres potrafi być niekiedy dobry jak Cristiano Ronaldo. Ronaldo potrafi jednak być też momentami równie słaby co Torres. O różnicy poziomów w grze piłkarza między reprezentacją a klubem można chyba książkę napisać, nie mówie tu tylko o Ronaldo. Dziś to jednak on jest na językach. Nie przekonuje mnie teza, że w Realu ma dookoła siebie lepszych rzemieślników. Można w końcu powiedzieć, że w reprezentacji powinien dominować piłkę jeszcze bardziej, mieć jeszcze więcej okazji do wykazania swojego kunsztu, jednak to co robi woła o pomstę do nieba. Nie wróżę Portugalii wyjścia z grupy, bo sądzę, że rozwścieczona Holandia w końcu się przełamie i rozerwie ich na strzępy, ale co z tego, skoro Niemcom już nie zależy i mogą sobie zremisować z Danią bez żadnych konsekwencji...

O pojedynku gigantów nie ma co pisać, Niemcy zrobili swoje i złapali Holendrów za twarz, nie pozwalając im na żaden nieprzewidziany ruch. Docenić należy jednak Wesley'a Sneijdera, koledzy z reprezentacji zamordowali mu wielki turniej. Za dwa lata będzie zjawiskiem nieco już zardzewiałym, choć Pirlo na to akurat nie narzeka...

Dzień 7 - Powrót Torresa

Italy1-1Croatia

Spain4-0Republic of Ireland

Zabawnie sie w tej grupie robi. Po pierwszej rundzie miałem już apokaliptyczne wizje Włoch wygrywających ten  turniej w stylu Greków przed ośmioma laty, tylko ciut ładniej. Każdy atak Hiszpanów tłamsili w zarodku, wczoraj jednak Chorwaci poradzili sobie z Cattenacio. Nasz turniej jest bezpieczny.

A Spain supporter's friend writes Spain's Fernando Torres' name on her arm as she watches the Group C Euro 2012 soccer match between Spain and Ireland on a giant screen at a fan park in Madrid June 14, 2012.

Zwłaszcza, że wrócił Torres. Z małym opóźnieniem dojechał do nas ten Fernando, którego oglądaliśmy w Liverpoolu. Zmarnował oczywiście kilka sytuacji, ale nie sposób go nie docenić po tym, jak wpakował wczoraj dwie bramki i z tak niepasującą do siebie brutalnością zamknął usta krytykom. 

Zapowiada się wojna między nim a Fabregasem o miejsce w pierwszej jedenastce, obaj mają już po dwa gole, jednak gołym okiem widać komu lepiej pasuje rola rasowego snajpera. Jeśli jednak Torres na stałe przypomni sobie, że umie czarować publiczność jak mało kto na świecie, to nie tylko zostanie najlepszym piłkarzem turnieju, ale spowoduje, że oczekiwania fanów Chelsea w nadchodzącym sezonie wystrzelą w górę. Ale to już inna bajka, jestem stuprocentowo wkręcony w myślenie reprezentacyjne i za piłką klubową jakoś nie tęsknie.

Do czasu :)

Teraz wybaczcie, ale przede mną ostatni egzamin w sesji, od jutra mogę skupić się na turnieju w stu procentach, więc i tutaj będę meldował częściej ;)

Dzień 8 - O zabiciu potwora i największej zagadce tych mistrzostw

Ukraine0-2France

England3-2Sweden

Będę to pisał w nieskończoność, piłkarsko mamy mistrzostwa perfekcyjne. Bramki są. Emocje są. Atmosfera jest. Błędów sędziowskich praktycznie nie ma.

Czyste widowiska.

Pocichu piszą się też te małe historie, o których będziemy rozmawiać w pubach najbliższe 4 lata, jak o Turcji 2008, Grecji 2004, czy Włochach 2000. O Korei 2002 może wspominał tu nie będę :).

Tak czy siak, jest świetnie, nie widziałem słabego meczu na tych mistrzostwach, ludzie podobno będą chcieli wracać do Polski. Przed turniejem pare autostrad, czy innych dworców się nie udało, ale czy jest cokolwiek, co nie udało się od 8 czerwca? Ja niczego takiego nie widzę.

KIEV, UKRAINE - JUNE 15: Danny Welbeck of England celebrates scoring their third goal with and Andy Carroll and Ashley Young of England during the UEFA EURO 2012 group D match between Sweden and England at The Olympic Stadium on June 15, 2012 in Kiev, Ukraine.

Do rzeczy, bo ojcowie futbolu zrobili dziś coś po raz pierwszy w meczu o punkty - pokonali Szwecję, choć i tak mieli pod górkę. Anglicy robią coś, czego nie mogli zrobić przez cały Mundial w 2010 roku, radzą sobie, gdy coś nie  wychodzi. Francja napierała, oni się obronili, Szwecja przywołała demony, potwory, i wszystko inne z przeszlości. Normalna reprezentacja by się spaliła, oni nie. Coś tam się ruszyło do przodu w tej kadrze.

Anglicy demony odpędzili z kolosalnymi problemami, ale widać, że plan, który nakreślił sobie Hodgson na ten turniej działa. Choć sam były trener Liverpoolu wypowiada się w tonie "Miałem tylko parę tygodni, więc ewentualny brak awansu do ćwierćfinału nie będzie sensacją". Całkiem chytre, no i oprócz usprawiedliwiania samego siebie zdejmuje presje z pilkarzy.

Presje, która zresztą zniknęła parę meisiecy temu. Ze świecą szukać Anglika, który pół roku temu powiedziałby, że na EURO ich kadra jedzie po tytuł. Trochę zeszli na ziemie, pozwolili swoim piłkarzom zająć się sobą, skandali nie ma, głupoty dziennikarzy tworów the sunopodobnych też nie stwierdzamy. Przeszkód więc nie mają, liczą się czyste umiejętności.

Teraz przełamali niemoc, której nie mogli pokonać pokolenia Beckhamów, Shearerów i innych postaci nieco bardziej historycznych. Pobili Szwecje, morale poleciały wysoko w kosmos, wraz z potworem o wdzięcznej nazwie "Kompleks". To da im kopa i mam wrażenie, że będą się liczyć.

Do tego wszystkiego dochodzi teraz jeszcze Rooney. Pytań jest miliard, czy jest w dobrej formie, czy udźwignie presję, czy dobrze wpasuje się do tej świetnie funkcjonującej maszynki.

Wspominałem, że Walcott wbija w fotel? Downing, who!?

No i od dziś mam wakacje, a jutro wojujemy o wyjście z grupy z Czechami. Mam dobre przeczucia.

Dzień 9 - Presja to potwór. Grecja też.

WROCLAW, POLAND - JUNE 16: Damien Perquis of Poland lies on the pitch at the final whistle during the UEFA EURO 2012 group A match between Czech Republic and Poland at The Municipal Stadium on June 16, 2012 in Wroclaw, Poland.

Poland0-1Czech Republic

Greece1-0Russia

Straszna chwila, ciężko napisać coś na gorąco...

Patrzę w telewizor, grupka fanów pod hotelem śpiewa, że nic się nie stało. Na jakiej oni planecie żyją?

Czekaliśmy pięć lat, pierwsze 30 minut tego turnieju sprawiło, że wyobraźnią odleciałem gdzieś w okolice Jowisza, teraz ktoś mnie brutalnie złapał za nogi i sprowadził na ziemię. Znowu.

Nie ma łatwego życia nasze pokolenie, jeśli chodzi o piłkę. Katastrofa na Mundialu w 2002, cztery lata później brutalna końcówka Neuville'a, w 2008 Webb i inne cuda, dzisiaj... Po prostu byliśmy słabi. Zawsze coś jest nie tak. Po klęsce z Austrią przed czterema laty chciało mi się płakać, dziś jestem zwyczajnie wbity w fotel, nie wiem co powiedzieć, takie mecze pamięta się po latach wyrywkowo, emocje po nim całe życie. 

Czesi nie zaprezentowali niczego nadzwyczajnego i to chyba boli najbardziej. Zagrali zwyczajnie odrobinę lepiej od Polaków, wykorzystali swoją okazję wtedy, kiedy było trzeba. Po prostu strzelili bramkę. Nie jest to najodpowiedniejsza pora na wydawanie sądów na temat tego, dlaczego oni właściwie nie awansowali, ale mm nieodparte wrażenie, że mentalnie ta kadra jest lata świetlne za resztą świata.

Tak jak pisałem na początku, nie sądziłem, że uda się awansować, ale w taką katastrofe nie wierzyłem. Sądziłem, że polecimy przez słabszy bilans bramkowy, że Czechom lub Grekom trzy punkty urwiemy. Z gardła wyrwaliśmy przeciwnikom zaledwie dwa punkty, tu nie ma usprawiedliwienia, przez pięć lat wiadomo było, że będzie to najważniejszy turniej w historii kraju, a skończyło się, co by nie mówić, jak zawsze...

Po raz któryś z kolei presja przerosła tych chłopaków. Wydawało mi się, że mamy reprezentacje nieco inną niż to, co widzieliśmy choćby cztery lata temu. Piłkarsko w tej grupie mieliśmy potencjał ustępujący tylko Rosjanom, Piszczek, Lewy, Kuba, Perquis, Obraniak, nazwisk na takim poziomie nie mieliśmy w kadrze od lat. Mimo to źle poszło niemal wszystko. Przed nami pare bardzo ciekawych tygodni w polskiej piłce. Mam nadzieję, że dla Franciszka Smudy także był to ostatni mecz w roli selekcjonera reprezentacji.

Jakiś mały, 8-letni Maciuś popłakał się właśnie na TVN24...

Niech nikt mi do diabła nie śpiewa że nic się nie stało.

WARSAW, POLAND - JUNE 16: Giorgos Karagounis of Greece celebrates victory and progress to the quarter finals during the UEFA EURO 2012 group A match between Greece and Russia at The National Stadium on June 16, 2012 in Warsaw, Poland.

Jest jeszcze jedna kwestia. 99% ludzi na planecie, zwłaszcza tych, którzy z piłką mają do czynienia na codzień, jest wściekłych. Ja jestem zachwycony. Greckie monstrum gra dalej.

Stanął mi przed oczami 2004 rok. Rosjanie nawet nie to, że nie mogli pokonać bramkarza rywali, oni się nawet nie mogli do niego dostać. Grecy trzymali ich za łeb i nie puszczali, zmuszali do grania wzdłuż boiska na 30-40 metrze dając złudne poczucie kontroli nad wydarzeniami boiskowymi. Potem jedna kontra, jedno uderzenie Karagounisa, gol, Rosjanie jadą do domu.

Nie wiem kiedy upadnie ten mit, że to Barcelona robi to, co nazywamy piłką nożną. Grecja znów udowodniła, że defensywa jest miliard razy ważniejsza od umiejętności w ataku. Skuteczne mordowanie każdego ataku Rosjan, zmuszanie ich do strzałów z 30-40 metrów, tak się wygrywa mecze. Nie wiem, czy są na tyle solidni, by wygrać cały turniej, bo w ćwierćfinale najprawdopodobniej zmierzą się z Niemcami, którzy są faworytami turnieju. Próba nad próbami.

Greków będę gorąco na tym turnieju wspierał, Anglików zresztą też, dla mnie to EURO się nie kończy. Mam i apel do pozostałych Polaków, żebyśmy pokazali reszcie Europy to co do tej pory, radość z tego, że w ogóle taki turniej mamy. W polskiej piłce potrzeba fury zmian, by w ogóle zacząć się liczyć, ale na tym skupmy się po turnieju...

A wszystkich tych, którzy tak bardzo cieszą się z klęski naszej kadry, z panem Kowalczykiem na czele, proponuję usadzić na stołkach Smudy, Frankowskiego i reszty.

 Dzień 10 - Kolos na glinianych nogach, zobaczycie!

Miss Niemiec. Zabawne, co?

Im dłużej na Nią patrzę tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to dzisiejsze zwycięstwo i awans się naszym zachodnim sąsiadom należał. Jest jednak jedno "ale".

Nie wiem, czy to przez kobiety, czy przez małą ilość minut dla Miro Klose, ale mam dziwne wrażenie, że Niemcy na tym turnieju nic nie ugrają. Niby przez tę grupę przebrnęli bez większych problemów, niby kazdego rywala odprowadzili za rączkę do szatni wygrywając minimalnym nakładem sił, ale po dzisiejszym spotkaniu dopadła mnie myśl, że przecież oni wcale nie muszą teraz grać na 50% możliwości.

A co jeśli grają na 100? Wtedy może i Greków przejdą, ale jak wpakują się na kogokolwiek solidniejszego, to zderzenie się z rzeczywistością będzie bardzo brutalne. Zdaje sobie sprawę z tego, że trochę herezje głoszę, ale jak coś, to pierwszy raz przeczytaliście to na moim blogu: Niemcy prędzej dolecą na księżyc, niż wygrają EURO 2012.

Zgadzam się, że Ozil i Khedira to duet nie z tej ziemi, przed którym nie umiałbym ustać spokojnie, ale rozwścieczony rzucił się na nich z chęcią odebrania piłki. Środkowi obrońcy przeciwników muszą jednak trzymać nerwy na wodzy i pilnować swojego pola karnego. Jestem pełen podziwu. Poza nimi jednak każdy gra na swoim optymalnym, dobrym poziomie, ale nikogo kto grałby na poziomie choćby Iniesty w ekipe Loewa nie widzę.

Tak, wiem, że na koniec i tak wygrają, przed turniejem sam typowałem ich na mistrzów, co można przeczytać miliard akapitów wyżej, ale im dłużej na nich patrzę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jeśli jakimś cudem doczłapią się do finału, to Hiszpanie ich zmasakrują.

Portuguese forward Cristiano Ronaldo (C) celebrates with teammates after scoring his second goal during the Euro 2012 football championships match Portugal vs. Netherlands on June 17, 2012 at the Metalist stadium in Kharkiv.

A i Cristiano jeszcze dziś wrócił z dalekiej podróży. W ostatniej chwili załapał się na statek, który odpłynął w stronę ćwierćfinałów z napisem "to płyną potencjalni bohaterowie EURO 2012". Pozostaje tylko pytanie, czy aby nie wysadzą go z niego Czesi szybciej, niż ktokolwiek się spodziewa.

Ja bym się wcale nie zdziwił.

Ale nad tym porozwodzę się przed ćwierćfinałem, teraz się zwijam, bo zaraz Game 3 finałów NBA.

 

Dzień 11 - Zrzucanie presji

POZNAN, POLAND - JUNE 18: A Italy fan smiles as Ireland fans do the Poznan as they enjoy the atmosphere during the UEFA EURO 2012 group C match between Italy and Ireland at The Municipal Stadium on June 18, 2012 in Poznan, Poland.

Wciąż nie mogę się nadziwić poziomowi piłkarskiemu tego EURO, ale o ile praktycznie każdy mecz to świetne widowisko o tyle niemal każdy z wielkich faworytów gra tak, by to nie jego wytykać palcami mówiąc "oho, tytuł już jest ich" mimo, że mamy dopiero fazę grupową.

Właściwie wszyscy zbroją się po cichu, swoje najbardziej zabójcze zagrywki świadomie zostawiając na potem. Przeczłapywanie faz grupowych jak najmniejszym nakładem sił jest nam znane już od lat, ale to co obserwujemy na tym turnieju to coś niezwykłego. Tu nie ma mowy o oszczędzaniu, przynajmniej nie tym fizycznym. Bardziej zwróciłbym uwagę na aspekt taktyczny, wszystkie najsilniejsze karty selekcjonerzy tych najmocniejszych reprezentacji trzymają głęboko w ukryciu.

Takie pozbywanie się presji faworyta może co prawda przynieść całkiem fajne skutki, ale co jeśli zagrywki, które godzinami były ćwiczone na zamkniętych na milion spustów treningach nie pomogą? Czasu na błędy już nie będzie, ćwierćfinały za pasem. Sądzę, że w nich wszystko wywróci się do góry nogami i zobaczymy zupełnie odmienione reprezentacje, od Greków aż po Hiszpanów.

Swoją drogą, zdążyliście już skreślić tych pierwszych? Nie polecam ;)

Croatia0-1Spain

Italy2-0Republic of Ireland

Jeśli zaś chodzi o dzisiejsze spotkania, to wybrałem sobie naturalnie Hiszpanów z Chorwatami. Na codzień uwielbiam patrzenie na nieprzebijalny mur stawiany przez obrońców, ale dziś, nasycony tym genialnym ofensywnym futbolem jaki oglądamy na tym turnieju miałem poczucie, że czegoś mi w tym spotkaniu brakuje. Spotkania ostatniej kolejki mają to do siebie, że często się kalkuluje. Dziś ten mecz przez 70 minut wyglądał właśnie na jedną wielką kalkulację. Dopiero wtedy Chorwaci obudzili się krzycząc "O kurde, ten wynik nam nie daje awansu!" - no i się rzucili - za późno.

Hiszpania z kolei wyczekała, zrobiła jedną akcję w swoim stylu i bang - nie będzie półfinału Niemcy - Hiszpania.Tiki-taka znów wygrała, choć to dzisiejsze zwycięstwo urodziło się w bólach nie z tej ziemi. Chorwaci raz za raze mieli kontry, które w jednej chwili mogły wygnać podopiecznych Vicente del Bosque do domu. Hiszpanie to jednak mistrzowie, pokazali charakter, nie dali wbić sobie głupiej bramki, grają dalej.

Najpewniej z Anglią, mój finał marzeń dostanę już w ćwierćfinale?

Swoją drogą po cichu do 1/4, nie robiąc większego szumu, przemknęli się też Włosi. Ich mecze z Chorwacją i Irlandią oglądałem urywkowo, ale wygląda na to, że kolejna afera korupcyjna znów zadziałała na nich motywująco.

Italian forward Mario Balotelli (R) exchanges his jersey with Irish goalkeeper Shay Given at the end of the Euro 2012 football championships match Italy vs Republic of Ireland on June 18, 2012 at the Municipal Stadium in Poznan. Italy won 0-2.

Jakby tego było mało wrócił Balotelli, bramka z 90 minuty pewnie będzie miała kluczowe znaczenie przy wyborze składu na Anglię/Francję/Ukrainę. Nie łudzę się, że selekcjoner Włochów okiełznał Mario i ten pewnie szykuje już jakąś kontrowersje na 1/4, ale jeśli piłkarsko da z siebie przynajmniej połowę przez kilkadziesiąt minut meczu, to może być dla nich tradycyjnym xfactorem. Osobiście na starcie projektu typowałe Włochów na największy zawód turnieju. Dziś już wiemy, że ten przypada Holandii, a Włosi grają dalej i mają się nieźle.

Jak długo jeszcze? Wyglądają na zespół, który powinien poradzić sobie z którymś z potencjalnych rywali z grupy D przy odrobinie szczęścia, ale złoży się na to miliard czynników taktycznych i jeden ludzki. Ten ze zdjęcia.

---

ps. żegnamy Irlandczyków. Tylko raz widziałem ich w akcji. W Fanzonie podczas meczu Irlandia - Hiszpania. Nie mniej jednak - już mi ich brakuje, mam nadzieję, że zostawili trochę pozytywnej energii Polakom, a my będziemy ją pożytkować nie tylko do końca tego EURO, by jak najlepiej gościć Niemców, Francuzów i innych, ale także potem, gdy turniej się skończy, a wszyscy znów obsesyjnie będą śledzić bitwy Realu z Barcą, Manchesteru z Manchesterem, czy Borussii z Bayernem.

 

Dzień 12&13 - Chwilo trwaj!

France0-2Sweden

Ukraine0-1England

Bardziej niż na ostatnich meczcah fazy grupowej chciałbym się już skupić na podsumowaniu fazy grupowej i zapowiedzi ćwierćfinałów, ale mecze były tak przezabawne, że aż prosi się o komentarz.

Szwedzi tym meczem udowodnili tylko, że z turnieju odpadają głównie dlatego, że Zlatan zaczął go kilkadziesiąt minut za późno. Francuzi znów byli bez charakteru, Benzema to cień samego siebie, Ribery w pojedynkę nie jest w stanie wykreować sobie klarownej sytuacji. Mało co tam funkcjonuje.

Hiszpanie mogą sprawić im niemaly ból.

Supporters of the England national football team celebrate after the Euro 2012 football championships match between England and Ukraine in Calvia, onthe Spanish Balearic Island of Mallorca on June 19, 2012. England scraped into the quarter-finals of Euro 2012 after a goal-line refereeing blunder helped them to a 1-0 win over Ukraine which sent the co-hosts crashing out.AFP PHOTO/ Jaime REINA.

A Anglicy? Grają swoje. Wyprowadzili za rękę z turnieju świetnie grających Ukraińców nie dając sobie strzelić gola mimo dość częstych ataków. Okazuje się, ze Hodgsonowi te parę tygodni wystarczyło, by przygotować zespół, wyglądający jak typowe twory evertonopodobne, ale z lepszym atakiem. Anglicy mieli przetrwać dwa pierwsze mecze turnieju, a potem zobaczyć, jak ta cała maszynka będzie funkcjonować, gdy włoży się do niej Rooney'a. Wygląda nieźle, ciekawie, może i mało ofensywnie, ale to nic. Ważne, że wygrywa, że zdobyła 7 pkt, że wygrała grupę, że uniknie Hiszpanii w ćwierćfinale.

ĆWIERĆFINAŁY

 Portugal - Czech Republic

Greece - Germany
Spain  -  France 
 

England - Italy
 

Zapowiadają się przynajmniej pasjonująco.

Moje krótkie typy?
Portugalia Czechów pokona, ale w wielkich trudach. Mają kolosalną siłę ognia, Czesi może i nie mają presji, może i nic nie muszą, ale jeśli chcą awansować do półfinału, to w pewnym momencie będą musieli podjąć ryzyko. Wtedy wystarczy jedna kontra Ronaldo z Nanim i Meirelesem i nasi południowi sąsiedzi pożegnają się z turniejem. Zwycięzca zagra ze zwycięzcą pary Hiszpania - Francja. Tutaj znów nietrudno wskazać faworyta. Hiszpanie grają najefektowniejszą piłkę na tym turnieju, umieją przetrzymać piłkę, znając temperament Francuzów zapewne doprowadzą ich do szału i może zrobić się nieco ostry mecz, ale osobiście wciąż mam nadzieję, że wróci ta Francja, którą widzieliśmy w sparingach przedsezonowych, grającą tak pięknie.

Drugą parę półfinałową sworzą zwycięzcy meczów Anglia - Włochy i Niemcy - Grecja. Na obszerniejszą analizę tego pierwszego jeszcze przyjdzie pora, ale co do drugiego, to mam niezdrowe przeczucie, że Niemców czeka diabelnie ciężkie wyzwanie.

Grecy się ustawili. Grecy wyszli z grupy. Grecy nie muszą już nic, nie muszą strzelać, atakować, ciułać Bóg wie ile punktów.
Mogą sie schować we własnej szesnastce i tam czekać na jeden jedyny atak, który wywróci piłkarski świat do góry nogami. Nie przeczę, Grecja jest najsłałszą z ekip, które awansowały do ćwierćfinału, ale wystarczy niezła dyspozycja dnia, sprytniejsze ustawienie. Niemcy zderzą się ze staszliwym murem, ale mają też z przodu snajperów, o których większośće jedynie pomnożyć.

Tak czy siak, 1/4 finału zapowiada się genialnie. Anglicy w formie, Hiszpanie też, Niemcy wyszli z grupy śmierci z kompletem punktów, a teraz zmierzą się z jedną z najlepszych defensyw, która ma ochotę napisać własną historię, podobnie jak ta w 2004 roku.
Jak na moje w półfinałach obejrzymy Portugalie z Hiszpanią i Anglię z Grekami. Choć pewnie gdzieś, coś pokręciłem. Rzecz ludzka.

Dzień 14 - Co oni robią w półfinale?!

Portugal1-0Czech Republic

Wróciłem z Fanzony, psozedłem spać, przyśnił mi się półfinał w Warszawie Polska - Czechy, ale trzeba było się obudzić, bo... LeBron właśnie pisze historie NBA prowadząc w piatym meczu.

Mniejsza. Portugalia w półfinale. Przebrnęła grupę śmierci, wyrwała Czechom wygraną z gardła dzięki Cristiano Ronaldo i dalej nie sprawia wrażenia potęgi.

Z Portugalią jest  w ogóle zabawna historia. Z grupy eliminacyjnej do baraży weszli na ostatnią chwilę, nie grali nic specjalnego, bo i nie mieli argumentów, poza właśnie Ronaldo. Jak widać jednak najlepszy piłkarz świata wystarczy, by przeturlać się do półfinału EURO 2012. Portugalia ma furę szczęścia. Powinni cieszyć się, że w czeskiej ekipie nie istniał ktoś taki jak napastnik. Z Hiszpanią może być trochę ciężej, choć jeśli tam Torres ma sen zimowy, to jest podobny problem.

Zachwycił mnie ten cały Jiracek. Zadziorność odziedziczył po Rooney'u, technike to nie wiem po kim, ale ma ją jakby podarowaną przez naturę, o szybkości nie wspominając. Piłkarz to nie z tej planety i jeśli trafi pod skrzydła kogoś w style stać się terminatorem/potworem/legendą na miarę Nedveda - niepotrzebne skreślić. Ma wszystko, co jest potrzebne w dzisiejszym futbolu, ale jeśli gra się w Viktorii Pilzno, to można gdzieś w tym całym futbolowym świecie zaginąć. Ostatnio wyrwało go VfL Wolfsburg, gdzie w 13 spotkaniach strzelił dwie bramki, ale powszechnie wiadomo, że wielkich piłkarzy tworzy Liga Mistrzów. O to dla niego pomodlę się po tych mistrzostwach, zasłużył.

A dzisiaj kolejna bitwa na EURO 2012. Grecja będzie bronić się przed Niemcami i czekać na jedną jedyną akcję. W typerze redakcyjnym postawiłem 1-0 dla Grecji, zobaczymy.
Heat wygrali NBA, zaraz podniosą puchar, oddalam się, pozdrawiam.

Dzień 15 - Kurde, weszło im...

Germany's Philipp Lahm, bottom right, celebrates with his teammates after scoring his side's first goal during the Euro 2012 soccer championship quarterfinal match between Germany and Greece in Gdansk, Poland, Friday, June 22, 2012.

Germany4-2Greece

Lahm praktycznie na każdym turnieju ma jednego, czy dwa arcyważne, lub zabójczo piękne gole to strzelenia. Wczoraj odpalił w najlepszym możliwym momencie, gdy Grecy byli już bliscy wtłoczenia rywalowi do głów, że może stanąć na rękach, a i tak będzie 0-0.

Szkoda mi Greków, bo pewnie gdyby tamten strzał Lahma nie wpadł do bramki, a piłka nie była sportem, który ma ograniczone ramy czasowe, to Niemcy tłukli by głową w mur do teraz. Szkoda, że Grecje było stać tylko na jedną, skromną odpowiedź. Potem obecni v-ce mistrzowie Europy już odpalili wszystkie armaty i było po ptakach.

Inna sprawa, że grupa A została wyproszona z turnieju dość łatwo. Ten mecz niestety utwierdził mnie w przekonaniu, że jesteśmy na innej futbolowej planecie, a jakieś chore wymówki kibiców, że gdybyśmy wpadli do grupy z Włochami, Niemcami i dajmy na to Anglią, to dalibyśmy radę, są czymś gorszym niż wytworem wyobraźni.

Inna sprawa, że sporo rzeki w Wiśle upłynie, zanim zmierzymy się z piłkarskim kolosem na dużej imprezie, gdy ten będzie grał na 200%. Radość z remisów w meczach towarzyskich z Niemcami, czy innymi tuzami europejskiej piłki zostawmy ekipom litwopodobnym, a my zacznijmy się w końcu piłkarsko rozwijać - dobra, wiem to temat na inną bajkę.

Do rangi odkrycia turnieju urasta mi Hummels, Real już stoi w kolejce?

Dzień 16 - Kapitan Ameryka i fajerwerki.

A supporter of the Spanish national football team dressed up as a legionnaire, and wrapped in a Spanish flag, stands on a street in Madrid during the Euro 2012 Championships football match between Spain and France on June 23, 2012.

Spain2-0France

Ciężko ma futbolowa Europa patrząc na to, jak Hiszpanie przedzierają się przez kolejne fazy turnieju przy okazji ostentacyjnie celebrując to, jak niewiele przeciwnik może im zrobić. Francja na tym turnieju była słaba, mimo, że przed EURO imponowała. Coś znów nie grało w szatni, Benzema nie istniał, współpraca z Riberym mu się układała fatalnie. Nie wiem jak wyszli z grupy.

Dobra, nieważne, rozmawiajmy o zwycięzcach. Xabi Alonso zadał dziś Francji dwa bardzo bolesne ciosy, zazwyczaj nieco w cieniu Xaviego i Iniesty dziś pokazał wielką kalsę, trochę mi się kojarzy z kapitanem ameryką, ale dla Hiszpanów. Nie mam pojęcia dlaczego. Tak czy siak, Hiszpanie punktują każdego, pierwszy kwadrans badają, co jest nie tak, potem starają się jak najszybciej wykorzystać wszelkie ułomności rywala i jak tylko dorwą korzystny rezultat dowieźć prowadzenie do końca. Dziś im nawet Francuzi podarowali karnego w końcówce. Taktyke mają rodem z 2010 roku. Wtedy podziałało.

Tu ciężko cokolwiek nowego lub odkrywczego napisać. Dziwi mnie tylko ten nowy pomysł Del Bosque z graniem bez napastnika. Fabregasa dzisiaj na boisku nie było, nie zmienia to jednak faktu, że Hiszpanie wygrywają. Śmiem jednak twierdzić, że mając napastnika wygraliby ciut wyżej i nie potrzebowali by do tego karnych.

Po meczu wybrałem się jeszcze na wianki, fajerwerki, Katie Melua, te rzeczy. Nic to, że musiałem wracać pół drogi (1/4 stolicy) piechotą, atmosfera na mieście prześwietna. Szkoda, że po EURO to wszystko legnie, wrócimy do szarej codzienności. Ten kraj przez kilkadziesiąt lat nie będzie tak wesoły jak teraz. Chyba, że wcześniej zostanę premierem. Jednak patrząc na ten turniej organizacyjnie, wyszło chyba naprawdę nieźle, pokazaliśmy się jako "spoko" naród, wielu na pewno do Polski wróci. Zresztą, nie mówię tylko o tym co dzieje się na ulicach, stadiony też są niemal pełne. Czuć tę atmosferę, ciężko nam idzie organizacja takich imprez, ale kapitał ludzki mamy wystarczający. Strasznie fajna ta impreza.

Dajcie nam mundial!

Może być w 2042 ;)

Dzień 17 - Czekamy na półfinały

Dziś przed meczem trochę multimedialnie.

20 najlepszych zdjęć EURO:
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

za: http://www.whoateallthepies.tv/

Zapowiedź dzisiejszej wojny angielsko-włoskiej. Na widowisko nie liczę. Liczy się tylko wygrana.

 

 

 Italy(4)0-0(2)England

Znowu po zabawie. Futbolowi się do domu nie spieszy. Przez jakiś miesiąc dość ciężko będzie mnie namówić na pizze. 

 Polish fans arrive to watch the Group A football match Poland - Czech Republic on a giant screen at the fanzone in Gdansk on June 16, 2012 during the Euro 2012 football championships.

 

Jestem strasznie zły. Anglicy zaprzepaścili sobie szanse na coś bardzo fajnego w najgłupszy możliwy sposób. To mógł być turniej przełamań. Pokonali Szwecję, dziś mogli wygrać karne, niestety, to było już dla nich za wiele. Boje się, że Anglicy nie będą mieli tak silnej drużyny przez długie lata. Niby jest to ekipa młoda i z perspektywami, ale to co widziałem na tym turnieju podobało mi się na tyle, że odpadnięcie podopiecznych Hodgsona boli mnie potwornie.

Anglicy do perfekcji opanowali futbol defensywy, który aż tak nie kuje w oczy przeciętnego Kowalskiego (Choć w sumie dzisiaj Kowalskiego kuje wszystko poza Barcą, co pokazują wyniki oglądalności...). Robili coś, co najbardziej lubię, w pewien sposób stworzyli zabawną mieszankę Greków z Niemcami. No ale to Anglia, prędzej czy później coś musiało się nie udać. Są w futbolu rzeczy oczywiste, jedna z nich dziś się dokonała po raz kolejny.

Muszę być sprawiedliwy i wspomnieć o Włochach. Ci byli dziś diabelnie imponujący. Przed meczem sądziłem, że bardzo długo będzie 0-0 i popis defensyw, aż w końcu okaże się, że to jednak Anglia ma ciut lepsze armaty w ofensywie. Żadnych jednak armat nie widzieliśmy, Włosi próbowali, ale Balotelli na szpicy jeśli nie ma swojego dnia, to zwyczajnie nie trafi i koniec kropka. Pirlo był fantastyczny, nie mówię tylko o karnym, zupełnie przyćmił Gerrarda, który dotąd rozgrywał chyba najlepszy turniej w karierze.

Powstaje pytanie czy poradzą sobie z Niemcami. Jeśli zdążą zregenerować siły, dalej będą trzymać się typowo defensywnej taktyki plus Balotelli wstanie prawą nogą, to czemu nie? Niemcy są oczywiście na dziś dzień dużo silniejsi, ale wydaje mi się, że ich susy ofensywne spokojnie są do zatrzymania. A kto jak nie Włosi, ma pokonać pięknych i skutecznych w ofensywie Niemców? Demony poprzednich turniejów, na których nasi zachodni sąsiedzi dostawali regularny łomot od Włochów mogą szybko powrócić.

Machina Loewa zbyt długo nie zagrała słabego meczu. To jest ten moment?

PÓŁFINAŁY

Germany               -              Italy

Portugal              -                Spain

 Dzień 18 - EURO w pigułce

Portuguese forward Cristiano Ronaldo leave the pitch after losing the Euro 2012 football championships semi-final match Portugal vs Spain on June 27, 2012 at the Donbass Arena in Donetsk.

 

Portugal             (2)0 - 0(4)             Spain

"Dobry mecz", powiedziałem po pierwszej połowie. Portugalczycy mogli być bohaterami Europy. Prawie wykorzystali kiepski dzień Hiszpanów, fatalną dyspozycje Silvy, istnienie Negredo (?!) i najsłabszy mecz Xaviego od paru dobrych lat - poszli z nimi na wymianę ciosów. Szkoda, że po pierwszej połowie Hiszpanie trochę w swoim stylu, zabili ten mecz, ale nie ma co się dziwić - w fazie pucharowej masz wygrać, koniec kropka, metody schodzą na drugi plan. Z daleka było widać, że to nie jest jeden z tych cudownych, lekkich dni kiedy wbiją spokojnie jedną bramkę rywalowi i dowiozą sobie wynik do końca. Musieli to wyszarpać.

W drugiej połowie widzieliśmy to, co męczy mnie, a jednocześnie zachwyca przez cały turniej. Drużyny asekurowały się niebywale - nieśmiało próbowały przebić się pod bramkę przeciwnika jednocześnie cały czas bardziej skupiając się na tym, czy odpowiednia liczba zawodników została z tyłu. Wynik nie mógł być inny.

Po tym  poznaje się wielkich mistrzów, gdy nic nie wychodzi i tak znalkjdują jakiś sposób, by wyciągnąć to zwycięstwo przeciwnikowi z gardła. W półfinale mistrzostw Europy masz tylko jeden obowiązek, przejść dalej. Dlatego też potężnie śmieszą mnie Ci, którzy gloryfikują Portugalie, jakby zagrała Bóg wie jaki mecz, a Hiszpania spisała się "słabo". Litości. Portugalia po pierwszej połowie już tak nie błyszczała, a Hiszpania robiła po prostu to, co do niej należało. Wędrowała, powoli bo powoli, ale do finału.

Dogrywka, podobnie jak w meczu Anglia - Włochy jest do absolutnego wymazania z pamięci. Sądziłem, że Pedro dobrze wejdzie w mecz i wraz z Navasem podkręcą trochę tempo gry Hiszpanów. Szkoda tylko, że nie mieli napastnika. Praktycznie całą dogrywkę widzieliśmy Hiszpanów kopiących piłk wzdłuż 30 metra, którzy bezradnie wypatrywali nieistniejącego napastnika.

Masz najsilniejszą ofensywnie ekipę na świecie, remisujesz 0-0, prosi się, by uniknąć ryzyka i rzutów karnych. Co robisz? Bo del Bosque zdejmuje kogo się da i gra 4-6-0. Gdyby nie to, że w karnych im się fuksło, jutro mocno by dostał za to po głowie. Nie wspomnę już o tym, że rywal był podmęczony, szybki Pedro mógł bez problemu powędrować bliżej środka, ale tam, przynajmniej na papierze, miał stać Fabregas. Torres chyba odpoczywał na finał, już raz Niemcom uprzykrzył życie.

Karne. Ciekawa historia. Na Twitterze bez zmian, miłośnicy Ronaldo go nie tkną, fani Barcy mają używanie. Nigdy się nie dowiemy, czy Ronaldo miał podchodzić do piątego karnego, ale trzeba jedną rzecz powiedzieć wprost - trochę zawiódł. Nie kupuje tłumaczenia, że przecież najlepsi nie mają obowiązku strzelac jako pierwsi. Ktokolwiek wierzy w inną wersję niż ta, że CR7 uznał, że potencjalny piąty karny może być decydujący i, jeśli zostanie trafiony, może być dla niego przełomowy? Ego się kłania.

Ronaldo jako piłkarza ubustwiam, jest najlepszy na świecie bez cienia wątpliwości, ale "Clutch" (z języka NBA - ten, który załatwia sprawę w decydujących momentach) to on nie jest. Nie oddał celnego strzału na bramkę, został po prostu zatrzymany przez defensorów Hiszpanii. Bura mu się należy, za karne w szczególności.

Ogólnie rzecz biorąc mieliśmy tu wszystkiego po trochu, całe EURO w pigułce. Dwie tony asekuracji, sporo dobrych, fajnych akcji, emocje, zabrakło tylko bramek. Szkoda, że turrniej zmierza do końca, ale powoli można zaczynać myśleć o klubach. Do niedzieli pozostańmy jednak jeszcze w Polsce i na Ukrainie, bo rzeczy, ktore zapamiętamy na następne 15 lat, dopiero się wydarzą.

Dzień 19 - Wiecie jak to robią listonosze?

Italy's Mario Balotelli celebrates scoring his side's second goal during the Euro 2012 soccer championship semifinal match between Germany and Italy in Warsaw, Poland, Thursday, June 28, 2012.
 

Italy         2-1         Germany

Jadąc rano do pracy czytałem tłumaczenia Balotellego na temat jego reakcji po bramkach. - Wykonuje jedynie swoją pracę, więc dlaczego miałbym jeszcze się cieszyć, czy jak listonosz dostarcza list do skrzynki, to skacze z radości? - pytał retorycznie Mario. Teraz już wiemy co według snajpera Manchesteru City robią listonosze przy wykonywaniu swojej pracy - rozbierają się do pasa i napinają muskuły. Wciąż czekam na to, aż ktoś z pracowników poczty polskiej uprzejmie przyniesie mi zwrot podatku, ale teraz to czekanie będzie wyglądało zupełnie inaczej.

Niemców jakiś tydzień temu nazwałem "Kolosem na glinianych nogach", co chyba dość nieoczekiwanie dla znacznej większości ekspertów sprawdziło się znacznie szybciej, niż mogliśmy przypuszczać. Niemcy bez problemu przebrnęli faze grupową, konsekwentnie atakując wywalili też z turnieju Grecję, lecz kapitalnie przygotowani Włosi okazali się za silni. Podopieczni Prandelliego wygrali wbrew wszystkiemu - wiekowi, zmęczeniu, opinii 90% wszechświata. Wbrew nocnym wypadom Balotellego, który trzyma swój charakter na wodzy jak nigdy dotąd.

Widząc składy coraz bardziej utwierdzałem się w tym, że największa różnica między obiema ekipami polegała na tym, że to Włosi mogli grać swoją taktyką, swoim normalnym składem - Niemcy, nieco przestraszeni, musieli kombinować. Przekombinowali. Praktyczniej od pierwszej minuty tylko asystowali na boisku. Wspomniany Balotelli pokazał, że jeśli skupia się na swojej robocie potrafi być jednym z najlepszych w soim fachu na świecie. Niemcy z kolei nieco rozgrzeszyli Hiszpanów.

Możemy torpedować obrońców tytułu za to jak grają, za to ekonomiczne, nudne, ale skuteczne podejście. Najważniejsze jest jednak, że to oni dalej są w turnieju, to oni odnaleźli złoty środek, sposób na zdobywanie pucharów. Niemcami trzeba się zachwycać, grają pięknie, ale na końcu zawsze przegrywają. Tym razem nawet nie doczłapali się do finału.

Mecz nie był porywający jak pamiętne półfinałowe spotkanie z mundialu w 2006 roku między tymi ekipami. Oglądaliśmy typowe spotkanie, w którym trzeba bylo utrzymać prowadzenie do końca czekając na bilet do Kijowa. Włosi pokazali jednak, że umieją. Pokazali, że o istnieniu Cattenacio zapomnieli. Gdy trzeba było potrafili zaatakować, zdominować wręcz potwornie groźnego rywala. Pytanie tylko, czy powtórzą to w niedziele, gdy trzeba będzie ograć drużynę, która do perfekcji opanowała wyczekiwanie na jeden, jedyny błąd przeciwnika.

Przez najbliższe 72 godziny będziemy na wszystkie sposoby wałkować Włochów i Hiszpanów. Ci drudzy są w diabelnie komfortowej sytuacji. Ekonomiczny styl gry w połączeniu z dodatkowym dniem odpoczynku w końcu musi dać o sobie znać, znaleźć jakieś odzwierciedlenie na boisku. Podopieczni Prandelliego nie są najmłodsi, nie oszczędzają się na boisku, ale także umieją wygrywać, a to jest w finałach umiejętność najważniejsza. 

Muszę się przespać z wizją tego finału, ale na tę chwilę Hiszpania. Wysoko.
 


Finał, wisienka na torcie

KIEV, UKRAINE - JULY 01: The players' children walk around the pitch as Fernando Torres of Spain speaks with team-mate Santi Cazorla after the UEFA EURO 2012 final match between Spain and Italy at the Olympic Stadium on July 1, 2012 in Kiev, Ukraine.

 

Spain4-0Italy

Kiedy masz 60-70 meczów w sezonie, a w takim turnieju jak EURO 2012 terminarz nie idzie po Twojej myśli w starciu z ekonomiczną Hiszpanię nie masz najmniejszych szans. Wynik na to nie wskazuje, ale Włosi przegrali EURO z honorem.

Podopieczni Vicente del Bosque to połączenie najlepszych cech Realu Madryt i Barcelony. Najbardziej zachwyca jedna statystyka, przez cały turniej stracili tylko jedną bramkę, są niesamowici. Na tytuł zasłużyli bezdyskusyjnie, pewnie gdyby Torres grywał początku to Hiszpanie masakrowaliby rywali jeszcze boleśniej, ale wiadomo - mieli po prostu wygrywać - to zapewniał akurat Fabregas.

To nie przeszkodziło Torresowi wygrać tytułu króla strzelców. Wchodząc z ławki zzachwycił, nie strzelał fochów, a dokończył dzieła. Po prostu dobry piłkarz.

Włosi mieli multum pecha, odnowiona kontuzja Chielliniego, zejście Motty. Byli bez szans, zwłaszcza z tak grającą Hiszpanią. Trzeba powiedzieć sobie otwarcie, że chyba tylko Niemcy grający to, co grali w eliminacjach mogliby w ogóle nawiązać walkę, ale też pewnie po ciężkim boju by przegrali. Mimo to Italia nieźle się trzymała, podopieczni Prandellego po stracie pierwszej bramki usiłowali szybko odrobić stratę, ale to co charakteryzowało Hiszpanie przez cały turniej to całkowite uniemożliwianie rywalowi podejścia do bramki bliżej niż na 30 metrów. 

Pirlo był bezradny, ale w pierwszej połowie i tak zachwycał. Później chyba zabrakło paliwa, podopieczni del Bosque lepiej znieśli trudy turnieju, tak to wyglądało. Swoją drogą, zabawny paradoks - mówimy o bezradnych fizycznie Włochach, a skład Hiszpanii za chwilę wznawia rozgrywki w barwach klubowych. Grają non stop, jak maszynki. Ekonomiczny styl robi swoje.

Del Bosque dobitnie udowodnił krytykom stylu gry bez napastnika, że nie mieli racji. Co prawda gdyb nie wejście Torresa wynik 2-0 pewnie by się utrzymał, ale i tak jeśli sopjrzymy na styl gry, to dla oka było to dużo "lżejsze". Tak czy siak, dostaliśmy produkt, który mojej olbrzymiej antypatii do Barcelony wzbudził we mnie sympatie. Wyjeliśmy wszelkie niepotrzebne dodatki, jak symulowanie, oblężanie sędziego, została tylko dobra gra, która po prostu pozwalała wygrywać. Prawda, że było to dużo fajniejsze, fani Premier League?

Starczy o finale, przejdźmy do podsumowania turnieju

Spain's Crown Prince Felipe, left points as Spain's Princess Leonor, centre puts her arm into the Euro 2012 trophy next to Princess Sofia right during a visit by the national soccer team members to the Zarzuela Palace in Madrid, Monday July 2, 2012, a day after winning the trophy by beating Italy in the final in Kiev.

Na początek trochę moich przewidywań przedturniejowych:

-Polska nie wyjdzie z grupy przez gorszy bilans bramkowy od Grecji/Czech

-Mistrzem Europy będą Niemcy

-Królem strzelców będzie Torres

-Półfinalistami będą: FrancjaHiszpaniaNiemcyHolandia

-W ćwierćfinałach polecą: Grecja, Anglia, Rosja, Chorwacja

-Objawieniami turnieju będą Debuchy, Welbeck, Rybus i Kjaer

-Najbrdziej zawiodą Włosi

Śmiesznie z tymi Włochami, co? No ale od początku...

Z perspektywy czasu widzę, jak tragicznie grali Polacy, gdybyśy jakimś cudem przeturlali się do ćwierćfinału skończyłoby się to czymś gorszym niż katastrofą. Niestety, piłkarsko byliśmy najgorsi na tym turnieju. Holandia miała dużo cięższą grupę, a Irlandia postawiła Hiszpanom opór, o którym my moglibyśmy zapomnieć. Zabrakło umiejętności, wiary, chęci. Skandalem kolosalnym jest to, że Ci goście otrzymają kasę za te dwa remisy, której zresztą się domagali. Najwidoczniej doskonale zdawali sobie sprawę, że z grupy nie wyjdą i, o zgrozo, sukcesem będize uciułanie choćby punktu w grupie z Czechami, Rosją, Grecją...

O aferze z Błaszyczykowskim szkoda wspominać. Po niemal wszystkim, co związane z tą reprezentacą na EURO pozostał niesmak - nawet trójka z Borussii grała tak, jakby pierwszy raz widziała się na boisku. Nieważne, były rzeczy przyjemniejsze...

Trener turnieju?

Italian national football team's coach Cesare Prandelli and president of the Italian Football Federation (FIGC) president Giancarlo Abete (R) take part in a press conference in Casa Azzurri in Krakow on July 2, 2012. Despite having seen his team thrashed 4-0 by Spain in Sunday's Euro 2012 final in Kiev, Italy coach Cesare Prandelli said he was proud of their achievements at the tournament.

Co za człowiek! Mam słabość do Włoskich trenerów i tego co wymyślają. Wyglądający trochę jak mafioso Cesare Prandelli skleił kapitalną ekipę, która mogła być przecież rozszarpana aferą korupcyjną, która rozpętała się tuż przed mistrzostwami. Prandelli dostał kilka diamentów i kilkunastu rzemieślników, którzy kapitalnie te diamenty ochraniali, by mogły wykonywać swoją robotę. Najlepiej było to widać na przykładzie Pirlo, który chyba nieco niesłusznie został pozbawiony tytułu najlepszego piłkarza turnieju. O tym później.

Prandelli był kimś, kgoo chciałbym na ławce trenerskiej u nas. Wyglądał, znał się na swojej robocie, miał klasę. Smuda w ogóle nie powinien być porównywany. Zresztą, nasz selekcjoner podobno dostał 10 tysięcy za każdy mecz, jaki prowadził w dresie odpowiedniej firmy, więc o czym my mówimy...

Piłkarz turnieju:

KIEV, UKRAINE - JULY 01: Sergio Ramos (C) of Spain celebrates with his team-mates after the UEFA EURO 2012 final match between Spain and Italy at the Olympic Stadium on July 1, 2012 in Kiev, Ukraine.

Najlepszy był chyba Pirlo, ale jeśli już uparcie trzymamy się zasady, że MVP turnieju musi być z reprezentacji, która zdobyła mistrzostwo, to bezdyskusyjnie tytuł nalezy się Ramosowi. Jeszcze parę dni temu, podobnie jak UEFA, wręczałbym ją Inieście, ale Ramos w tych najważniejszych spotkaniach byl zmorą dla napastników rywali. Tak jak już pisałem, statystyka turnieju: Hiszpania straciła jedną bramkę. Ramos miał w tym chyba największy udział, obok Casillasa, osobiście zatrzymywał najlepszych napastników w Europie, Ronaldo, Balotellego, czy Benzemę. Zatrzymanie Super Mario jeszcze w fazie grupowej, gdy musiał naprawić swoj błąd i dogonił napastnika wybijając mu piłkę z pod nóg tuż przed strzałem. Zresztą, jeśli pomocnicy są pewni, że za ich plecami grają piłkarze pokroju Ramosa to z automatu lepiej spisują się z przodu.

Nagroda specjalna

Uwielbiam Grecką reprezentację, a te "Hełmy" przebiły wszystko, absolutna rewelacja ;)

Co do niedoszłych mistrzów Europy, Niemców, już w czasie turnieju dało się dostrzec, że coś tam nie gra. W grupie wyglądali nieźle, ale mimo, że byli w grupie śmierci to ciągle wydawało mi się, że brakuje im prawdziwego testu. Grecy bronili się długo, ale dopeiro Włosi obnażyli wszystkie ich słabości. Świetnie atakowali, le zabrakło im właśnie tego, co posiadała Hiszpania. umiejętność uspokojenia spotkania, kontrolowania tego co dzieje się w środku pola. Już gdy oglądałem mecz Niemcy - Holandia i to, co wyprawia Sneijder widziałem oczyma wyobraźni na jak wiele będzie mógł sobie pozwolić Xavi. Nie dostał nawet okazji.

Swoją drogą Xavi miał chyba najsłabszy turniej z podstawowego składu Hiszpanów, tylko ja mam takie wrażenie?

Królów strzelców było aż sześciu, ale złotego buta dostanie bohater finału, Fernando Torres. Del Bosque zaszokował nie wystawiając napastnika w większości spotkań, a mimo to właśnie jego najlepszy snajper, Fernando Torres został królem strzelców. Inna sprawa, że by to osiągnąć wystarczyły zaledwie trzy bramki i jedna asysta, ale Torres wykazał się czymś, czego często brakuje dzisiejszym napastnikom. Pokora, pogodzenie się z rolą rezerwowego, Torres musiał dysponować tymi cechami w ekipie tak wyładowanej gwiazdami jak reprezentacja Hiszpanii.

W końcówkach meczu na podmęczonego rywala Torres był idealny, co najlepiej udowodnił w finale. Czy ktoś jeszcze będzie opowiadał herezje o nieudanym sezonie piłkarza, który zgarnąć Puchar Anglii, Ligę Mistrzów, EURO 2012, a na tym ostatnim turnieju tytuł króla strzelców? Niezwykły koleś.

Odkrycie turnieju? Chyba zabrakło, jeśli już, to Petr Jiracek.

O Jiracku pisałem już wcześniej - szkoda, że został tak późno odkryty, Mourinho robiłby z niego potwora. PIłkarz chyba kompletny, przy swojej wybitnej fizyczności dobry technik, w dodatku praktycznie się nie męczył. Żałuje, że nie dostaliśmy odkrycia w którejś z ekip, które awansowały wysoko, Hiszpania grała ciągle podobnym składem, Włosi po powrocie do Serie A zapewne szybko zostaną zapomniani, a Niemcy, mimo awansu do półfinału, zawiedli. 

Organizacyjnie wypadliśmy absolutnie rewelacyjnie, powie nam to każdy, kto miał jakąkolwiek styczność z tym turniejem. Kibice Polskę pokochali, dziennikarze na Twitterze również nie mogą się nachwalić zarówno dobrej obsługi, jak i entuzjazmu ludzi. Dużym sukcesem jest, że to EURO nie umarło wraz z odpadnięciem Polaków, jak 12 lat temu w Belgii. Otworzyliśmy się, bałem się, że zostaniemy z wizerunkiem kraju, który na widok zagranicznych kibiców będzie zabijał okna deskami, na szczęście nic takiego nie miało miejsca. 

Sportowo turniej również zachwycił. Worek bramek, dwa bezbramkowe remisy, było dobrze. Hasło turnieju - asekuracja. "Udawane" atakowanie, w którym widzieliśmy gigantyczną rezerwę, bo każdy potwornie bał się stracić jakąkolwiek bramkę mieliśmy na porządku dziennym. Zresztą całe EURO wygrał okręt flagowy takiego sposobu gry. Było wszystkiego po trochu, trochę szachów taktycznych, trochę fajnej, radosnej i przyjemnej dla oka piłki, każdy kibic - zarówno ten niedzielny, jak i fanatyk, taktyczny koneser jak i uwielbiający zwyczajną ofensywną naparzankę - mógł znaleźć coś dla siebie, to najważniejsze.

Możliwośc obserwowania tego wszystkiego tuż obok była absolutnie fantastyczna, obyśmy kiedyś dostali powtórkę.

Napisaliśmy niesamowitą historię.

An Indian boy plays with a football behind a sand sculpture created by international sand artist Sudarsan Pattnaik in order to congratulate the Spanish football team on winning the Euro 2012 football championships, at Golden Sea beach in Puri, about 65 kilometers from Bhubaneswar on July 2, 2012. Spain defeated Italy 4-0 in the final match of the UEFA European Football Championship 2012 on in Kiev.